Coś mocnego dla ucha
Posted on | March 21, 2010 | No Comments
Ostatnio znajomy podrzucił mi linka do koncertu świetnego zespołu na YouTube.
Zespół to Tenacious D http://pl.wikipedia.org/wiki/Tenacious_D
Jest kawał dobrej rockowej muzyki, okraszonej często niecenzuralnymi słowami,
ale nie oszukujmy się to nie jest opera lub muzyka, która zostanie puszczona w komercyjnym radiu w środku dnia.
Zresztą, to w niektórych momentach podchodzi pod czysty metal
a to jest co lubię najbardziej.
Polecam oglądnąć fragmenty z koncertu o tych tytułach:
- Dude, I totally miss you – ten kawałek to majstersztyk.
- Beelzeboss
- The Metal
-Kickapoo
- Master Exploder
Słuchając z mocno podkręconym poziomem głośności, zaspokoiłem swój głód metalowy na jakieś 5 dni.
Do następnego weekendu.
Dude, I totally miss you ……..Dude….
Kolosy część 2 i 3
Posted on | March 16, 2010 | No Comments
W sobotę byłem na kolejnych pokazach. Ilość osób była zdecydowanie większa niż w piątek. Miejsce siedzące i zapewniające dobry widok szybko jednak znalazłem. Tematem tego dnia były podróże. Rozpocząłem od projektu “Afryka Nowaka” - http://www.kazimierznowak.pl/biografia/.
Kazimierz Nowak był człowiekiem, który podjął się wyzwania jakim było przebycie rowerem Afryki z północy na południe i z powrotem.
Dokonał tego w latach 30 XX wieku samotnie, rowerem i pieszo. Pewien odcinek pokonał również na innym środku lokomocji.
Trzeba pamiętać, że nie miał super sprzętu -jakim dziś posługują się zawodowcy lub nawet amatorzy z większą gotówką. Również nieczęsto spotykał się z życzliwością oraz przyjaznym przywitaniem. Z prezentacji, w której pojawiały się słowa Nowaka czytane na głos, można się było dowiedzieć, że często murzyńskie lub arabskie dzieci biegły za nim rzucając kamieniami. Notabene, podobna przygoda spotkała Polaków
podczas omawianej wyprawy, konieczna była przerwa i schronienie się w budynku. Całość mi się podobała, a uczestnikom życzę powodzenia, planowane zakończenie to listopad 2011 roku.
Prezentacja dotyczyła trzech pierwszych odcinków – jeden egipski i dwa libijskie. Jazda rowerem po piasku jest dość ciężka. Co ważniejsze, podłoże na Saharze jest wyjątkowo zróżnicowane- wbrew pozorom.
Prezentacja “MotoSyberia: Reaktywacja” różniła się nieco od pozostałych poprzez mocniejszą, chwilami metalową muzykę oraz dodanie elementów graficznych typu: anioły lub niedźwiedź. Postać niedźwiedzia była uzasadniona, podczas pierwszej wyprawy doszło do spotkania
z tym zwierzęciem, co nie było miło wspominane przez autorów -strachu się najedli ![]()
Przygody chłopaki mieli świetne i czasami uciążliwe – rzeki, rzeki, rzeki, jednak hart ducha im nie omijał : http://www.youtube.com/watch?v=nGABbXSUT8A. Niesamowitym zdarzeniem była podróż Kamazem w górę rosyjskiej rzeki, ponieważ innej drogi nie było
Co do problemu transportu przez rwące i liczne syberyjskie rzeki http://www.scigacz.pl/MotoSyberia,Reaktywacja,motocykl,a,gleboka,woda,11501.html
Ciekawie opowiadał Marcin Gienieczko o swojej wyprawie przez Rosję i Kanadę, w północnej części tych państw. Wspomniał o duchu wyprawy,
o swoim odczuciach gdy szedł przez śnieg (który często na Syberii był wyjątkowo zły do chodzenia i ciągnięcia sań) w kilkudziesięciu-stopniowym mrozie (do -50 stopni).
Podobała mi choć dość ryzykowana inicjatywa Joanny Marcińczyk i Krzysztofa Guttetera, ale przecież ryzyko to czasami manna dla ludzi. Dreszcz emocji daje adrenaliny, adrenalina wyostrza zmysły, itd. Ryzyko ubogaca nasze przeżycia. Niebezpieczeństwem ich wyprawy dookoła Chin był fakt nielegalności podróży z punktu widzenia chińskiego prawa. Dzięki temu jednak zaoszczędzili sporą kwotę, poznali Tybet
od drugiej strony, poprzez korzystanie z lokalnych środków transportu jako “tubylcy” mieli możliwość poznać ciekawych ludzi i zobaczyć
więcej niż zwykły zagraniczny turysta z odpowiednim zezwoleniem od władz chińskich. Zdjęcia z Chin, szczególnie z Tybetu i z południowej części były niesamowite, tyle pięknych rzeczy do zobaczenia jest na tym świecie. Na żywo …
Na trzeci i ostatni dzień imprezy poszedłem na krótko, miałem inne obowiązki tego dnia. Pominąłem w sowiej wizycie koncert, wręczenie kolosów i losowanie nagród dla widzów. Skupiłem się na części prezentacyjnej. Był to dzień “Gór i kolosów”, a dla mnie “dzień Gór”.
Oglądnąłem film o Piotrze Morawskim, o którym opowiadała jego żona Olga Morawska. Polski wybitny himalaista zginął tragicznie w wieku 32 lat podczas wspinaczki w Himalajach. Tym co bardziej potęgowało smutek były słowa bohatera filmu, gdy wspominał, że czasami budząc się miał uczucie jakby go już nie było. Jakby umarł.
Po następnej prezentacji dotyczącej eksploracji jaskiń wyszedłem i udałem się do Sopotu, tak więc informacje o tym kto zdobył kolosy za rok 2009 sprawdziłem w Internecie. O tutaj - http://www.kolosy.pl/
Kolosy część 1
Posted on | March 13, 2010 | No Comments
Kolejny dzień minął. Kolejna doba już nie powróci. Kłopoty były i są, jakoś przyczepiły się do mnie. Ostatnio uznałem, że z marazmu, ogólnej niemocy może wyrwać mnie jakiś sukces. Coś co udowodni mi ile jestem wart. Da energetycznego kopa. Nie czekam na niego, walczę o niego ale czasami przez chwilę człowiek czuje bezradność. Zastanawiające jest, jak długo jeszcze będę w stanie otrząsnąć się i po chwili być znów
w gotowości ?
Wracając do tematu postu.
W Gdyni rozpoczęły się Kolosy 2009 -XII Ogólnopolskie Spotkania Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów. Impreza trwa od piątku 12 marca do niedzieli 14 marca. Spędziłem tam prawie 4 h – od6.30 do 10.30 pm. Na ogromnym ekranie wyświetlano filmy i prezentacje żeglarzy
i podróżników. Na początek trafiłem na relację z rejsu dookoła świata Nataszy Caban. Wyświetlając film z podróży, jednocześnie komentowała swoją wyprawę. Całość się przedłużyła, ponieważ do każdego zdjęcia potrafiła dopowiedzieć kilkanaście zdań o tym co ono przedstawiało i jakie wspomnienia z nim posiada. Skomentowała to pod koniec, w momencie sygnałów o przekroczeniu znacznie czasu przemowy,że przez 28 miesięcy gadała sama ze sobą to teraz musi się wyżyć ponieważ ma mikrofon
28 miesięcy, ponad 26 tys mil morskich tj. > 48 tysięcy kilometrów.
Tutaj link do trasy rejsu na autorskiej stronie http://www.nataszacaban.com/Mapa_satelitarna.html
Polecam przeczytanie o samej podróżniczce i zastanowienie się nad tym cytatem z jej opisu:
“Moje osobiste doświadczenia potwierdzają, iż rację ma Paulo Coelho mówiąc, że świat należy do ludzi, którzy mają odwagę marzyć i ryzykować aby spełnić swoje marzenia; którzy starają się robić to jak najlepiej, pamiętając, że pierwszym krokiem do uśmiercenia naszych marzeń jest Brak Czasu, drugim jest Pewność i wreszcie, trzecim krokiem jest Spokój.”
Niesamowita determinacja, i pasja i cel, o którym zaraz więcej napiszę.
Jeżeli chodzi o determinację i niezłomność to gdy oglądałem jej twarz o różnych porach dnia i nocy, kiedy niewyspana komentowała do kamery co się popsuło, lub relacjonowała dzień – to patrząc na zamykające się oczy, twarz mówiącą- umrę bez snu, to z mojej strony wielki podziw za ten wyczyn.
Opowiadała niezwykle ciekawie o perypetiach, o ludzkiej życzliwości jaką spotkała na swojej drodze przez morski świat. O pomocy którą dostawała bezinteresownie od ludzi, którzy widzieli ją pierwszy raz w życiu. Postawiła sobie za zadanie również promowanie Polski, wywiązała się z tego poprzez lekcje wychowawcze w szkołach, pogadanki z dziećmi, rozdawanie drobnych gadżetów np. pocztówki z Polski.
Jej jacht to”Tonasza Polska Ustka”, około 10 metrowy, bez lodówki, prysznica i toalety. Bez wygód iluś- gwiazdkowych. Ale za to wsparty pasją, uporem i gotowością do podjęcia wyzwania.
Wspomniałem o jej celu, lub raczej celach. To czym mi zaimponowała to, że poprzez nawiązanie współpracy z Fundacja “Mimo Wszystko” zrealizowała dwie akcje charytatywne oraz zaprosiła podopiecznych fundacji na pokład swojego jachtu. Wspominając to podczas prelekcji powiedziała, że dobrze jest mieć swoje marzenia i je spełniać ale spełniać marzenia osób, które nie mogą ich zrealizować to jeszcze piękniejsze uczucie. Brawo za taką postawę
Jednym z następnych pokazów, nawiązujący do idei Nataszy Caban był film “Zobaczyć morze”.
Bohaterami są niewidomi ludzie, którzy pierwszy albo drugi raz są na morzu na pokładzie “Zawiszy Czarnego” (herbu Sulima
).
Najwspanialszym dla tych ludzi przeżyciem na statku była możliwość sterowania. Fakt, że kierują dużą jednostką pływającą i oni decydują jak płynąć był dla nich niesamowitym przeżyciem. Kolejny raz pogratulować idei i jej zrealizowanie. Oni się uśmiechali i cieszyli z rejsu. Choć jak to pewien marynarz powiedział, niektórzy mogą nie wrócić na ponowny rejs (ten był 2), to jednak wspomnienia im zostaną na bardzo długo.
Ciekawa przygoda spotkała Piotra Opaciana podczas jego podróży kajakiem wzdłuż wybrzeży Patagonii (Chile). Pewnego dnia, spotkał stado uchatek, które zatrzymały się przed nim w niedużej odległości i zaczęły wyskakiwać nad poziom morza. Kiedy jedna grupa skończyła to następna podpłynęła i powtórzyła akrobacje. Uchatki są nie tylko doskonałymi pływakami ale również całkiem nieźle się wspinają jak na foki
chciałbym zobaczyć taki pokaz, nie wyreżyserowany przez człowieka, gdzieś na morzu w całkowitym odosobnieniu. I później móc się podzielić wrażeniami
z innymi
Średnio ciekawy był filmik z podróży rowerowej Idy i Marka Klonowskich wraz z 1,5 rocznym synkiem. Zresztą, gdyby nie on to uzasadnione byłoby stwierdzenie, że filmik był dość nudny i za długi. Oglądanie dziecka i jego przygód, postawy w czasie wycieczki było walorem filmu.
Zainteresował mnie cel podróży Michała Kochańczyka, Justyny Naumowicz i Izabeli Stachowicz. Na granicy Wenezueli i Gujany istnieją tepuje; płaskowyże, które są ośrodkiem występowania wielkiej ilości endemitów – i z fauny i z flory. Płaskowyże te są niedostępne dla cudzoziemców, niektóre (te, na które pozwolono wejść bohaterom -3) w ogóle były nie spenetrowane nawet przez okolicznych Indian. Zapisałem sobie, aby więcej o tych tepujach poczytać.
Dziś kolejna wycieczka a jutro relacja
Heippa :)
Posted on | March 9, 2010 | 2 Comments
Heippa tzn. hello
Po wczorajszej wizycie w pubie będzie trochę lingwistycznie w moim poście dzisiaj.
Nauczyłem się podstawowych wyrażeń po finlandzku i szwedzku.
My name is Peter w języku finladzkim wygląda tak: Minun nimeni on Petteri
z kolei: Mam 24 lata to Olen kaksikymmentäneljä vuotta vanha.
Wymowa jest całkiem podobna do zapisu, ale nie znaczy to, że jest łatwa. Musiałem zachęcić mój język do niezłej gimnastyki aby zbliżyć się do prawidłowej wymowy.
Umiem również liczyć do 10 w językach: szwedzki i finlandzki.
Yksi, kaksi, kolme, neljä, viisi, kuusi, seitsemän, kahdeksan, yhdeksän, kymmenen oraz
Ett, två, tre, fyra, fem, sex, sju, åtta, nio, tio.
Wyjście do pubu na konwersacje po angielsku zaowocowały zapiskami w notatniku (jeden z elementów sytemu GTD – o nim będzie więcej w przyszłości jako świetnym narzędziu do zwiększenia produktywności, zdał tutaj egzamin nawyk noszenia małego notatnika z ołówkiem).
Miały być konwersacje po angielsku, i były, a żeby urozmaicić to trochę skandynawskich języków. Jeżeli chodzi o angielski to muszę poćwiczyć gramatykę – czas wyciągnąć książki do ćwiczeń. Umiejętność mówienia jest najważniejsza (dlatego to ćwiczę poprzez różne konwersacje) ale poprawną gramatykę trzeba znać.
Piosenka skojarzona z tym wpisem to: http://www.youtube.com/watch?v=r4mvcfBwCNQ
O zespole można poczytać tutaj http://en.wikipedia.org/wiki/Children_of_Bodom.
Jeszcze parę lat temu to był mój numer jeden wśród metalowych zespołów. Ściany “chodziły” w pokoju podczas słuchania. Enjoy it
i pamiętajmy – metalu nie można słuchać cicho. W przeciwnym razie traci swoją moc i walory.
Dlaczego taki tytuł ?
Posted on | March 7, 2010 | No Comments
Never say die, nigdy nie mów nigdy.
Pomimo młodego wieku nauczyłem się, że ta zasada jest ważna, i to w praktyce, ponieważ teoretycznie uznawałem ją i uznaję.
Nie wiesz, co życie może Ci przynieść, co możesz otrzymać od świata za kilka dni, miesięcy czy lat. Przewidywanie i planowanie swoich działań daje pewien komfort jednakże, nie można wszystkiego założyć.
Trzeba być przygotowanym na pewne sytuacje typu: strata pracy, rozstanie, problemy zdrowotne. Jak nie trudno zauważyć dotyczy to raczej negatywnych niespodzianek, przyjemnych rzeczy jak najwięcej, choć dbać o siebie proszę aby w razie jakiegoś wielkiego sukcesu nie dostać zawału
Trzeba zostawić sobie bardzo mały margines na ewentualną możliwość przykrego prezentu od losu. Oczywiście, trudno w coś się angażować kiedy dopuszczamy do siebie myśl, że coś może wyjść nie tak. Trzeba sobie powiedzieć, że może coś się kiedyś popsuć, schować to w swojej głowie gdzieś głęboko, i potrafić to odnaleźć w razie potrzeby.
Taka postawa ułatwia w pewien sposób pogodzenie się z daną sytuacją, kiedy pewne jest, że nie da się jej ominąć.
Krótka retrospekcja:
Niespodzianek otrzymałem w pewnym czasie sporo, i nie należały one do miłych, wręcz przeciwnie. Teraz, wracając pamięcią do tych zdarzeń całkowicie uznaję zasadę-never say die. Trzeba być przygotowanym na to co los przyniesie. Postawa trochę cyniczna -można powiedzieć, ale dystans do różnych wariantów przyszłości trzeba umieć zachować.
Nigdy nie mów nigdy…
Pay it forward
Posted on | March 4, 2010 | 1 Comment
Oglądnąłem dziś film “Podaj dalej”. Długo się przekonywałem do tego m.in. z powodu braku pełnego happy-endu. Piszę “pełnego” ponieważ nie można powiedzieć, że nie było go w ogóle. Zaskakująca jest zasada, która jest równocześnie tytułem filmu. Podaj dalej – zrób coś dla kogoś bez oczekiwania w zamian rewanżu w formie materialnych rzeczy lub specjalnych zachowań. Jedyny warunek to aby ta osoba, której pomożesz przyjęła tą zasadę i zastosowała się do niej. Tu, trzeba się zatrzymać – nie zawsze (world sucks) beneficjent naszej pomocy zrozumie i pomoże komuś innemu. Nie jest to jednak powód do zrezygnowania z takiej zasady. To co robimy świadczy o nas. Nikt nie powiedział, że jest i będzie łatwo. Nawet gdy komuś pomożemy bezinteresownie możemy nie usłyszeć podziękowań. Trudno, ktoś inny podziękuję i będzie wdzięczny. u nas z kolei powinna zaistnieć uczucie satysfakcji – pomogłem/łam jej/jemu. Przyjemne to uczucie, nawet gdy brak odzewu.
Bo brak odzewu nie świadczy o tym, że nie było wysiłku z naszej strony lub braku chęci do pomocy. Nie znaczy, że nie możemy sobie podziękować. Gdy ktoś nam nie podziękuję, sami sobie pogratulujmy, a następnie pilnujmy się aby nie świadczyć naszych usług komuś kto nie potrafi zrozumieć, że coś otrzymał. Raz tak, więcej nie
Oczywiście, nie znaczy to aby pomagać bez wyjątku. Pamiętajmy o asertywności i zdrowym rozsądku. Choć jak to mówią młodzi ludzie – spontan jest dobry. Niestety, czasami zauważam, że większość ludzi boi się nieprzemyślanych decyzji bądź zmiany. Trzeba zachować rozsądek, ale ryzyko jest tym co napędza życie. Od czasu do czasu ryzyko jest pożyteczne.
Wracając do zasady, jest ona wyznacznikiem bycia bezinteresownym. W życiu ciągle coś chcemy, oczekujemy, szukamy możliwości, kontaktów i szans. Dążenie jednak do naszych sukcesów, niezależnie jakie są, nie powinno nam przesłaniać jednak tego, że motorem rozwoju naszej cywilizacji jest również wzajemna pomoc.